Wesoła, ul. Wiosny Ludów 46, 41-408, tel. 032 222 32 81

 

Strona główna
Patronka
Bp Piotr Greger
Ogłoszenia
Intencje
Informacje
Kancelaria
O Parafii
Duszpasterze
Grupy
Wydarzenia
Roczne
Sprawozdanie
Galeria

 

dzieci fatimskie
 

Wizjonerzy z Fatimy - Hiacynta

Hiacynta - siostra Franciszka - najmłodsza z całej rodziny, miała natomiast charakter bar-dziej złożony. Także ona była dobra, prostolinijna, posłuszna ispragniona tego, żeby usłyszeć z matczynych ust o faktach naszej wiary i płynących z nich naukach, ale może dlatego, że była pieszczoszkiem rodziny i wieczorem wszyscy wyrywali ją sobie i obsypywali pieszczotami i pocałunkami, była nie tylko wesoła i żywa, lecz również dosyć drażliwa i uparta. Chciała, żeby wszystko było tak, jak jej się podoba, i przy najmniejszym sporze z tych, jakie zdarzają się między małymi przyjaciółkami, zaszywała się, nadąsana, w kącie. Dlatego właśnie Łucja, która była z natury taka zrównoważona, z początku niewiele ją ceniła. Robiła również wrażenie dosyć wyrachowanej, gdyż, jak opowiedziała nam Łucja, pewnego razu Hiacynta namówiła kuzynkę na grę w guziki i wygrała od niej wszystkie, łącznie z tymi przy ubraniu, i nie miała najmniejszego zamiaru oddać jej przynajmniej części, żeby je szybciutko przyszyć, co oszczędziłoby Łucji łajania i cięgów od mamy, kobiety, której - jak zobaczymy - pieniądze bynajmniej nie spadały z nieba.
Miała wreszcie - chociaż była taka mała - wyraźną skłonność, istną namiętność, do tańca. Wystarczyło, że usłyszała jakiś instrument pasterski, a zaraz zaczynała tańczyć, choćby sama i często zdarzało się, że chociaż brakowało muzyki, tańczyła - sama albo z przyjaciółkami - w takt jakiejś melodii, którą gdzieś usłyszała i której nauczyła się na pamięć.

(c.d.) Hiacynta miała wrażliwe serce i pełen słodyczy, łagodny charak-ter, który, jeśli pominąć drobne i nieszkodliwe kaprysy, sprawiał, że była miła i pełna wdzięku. Kochała kwiaty i białe jagnięta ze swego stada i chętnie obda-rzała kwiatami tych, których kochała, a tuliła z miłością do piersi jagnięta, kiedy wieczo-rem, wracając z pastwiska, brała je na ręce, żeby zbytnio się nie zmęczyły. Była wreszcie niewinna jak gołąbka i w swojej niewinności najbardziej ze wszystkiego zatroskana tym, żeby "spodobać się Jezusowi".

Kiedy któregoś razu zobaczyła swoją kuzynkę Łucję, jak ubrana na święto Bożego Ciała niby "aniołek" szła w procesji przed baldachimem i rzucała kwiaty Jezusowi w Sakramencie, nie dawała spokoju, dopóki także jej nie zezwolono na to, by "rzucała kwiatki Jezusowi". Spełniono jej pragnienie, ale podczas gdy Łucja w ciągu całej procesji brała kwiaty z pozłacanego koszyczka i po pobożnym ich ucałowaniu rzucała na ukrytego Boga, Hiacynta pozostawała bezczynna i zmieszana.
Zapytano ją potem:
- Czemu nie rzucałaś kwiatków Jezusowi?
Odparła zawstydzona:
- Bo Go nie widziałam!

Ale potem wypytywała kuzynkę o bardzo ważne sprawy: Czy naprawdę widziała Dzieciątko Jezus? Czy podczas Komunii świętej naprawdę z Nim rozmawiała... I dlaczego pozostaje w ukryciu... I jak to się dzieje, że wiele osób może Go przyjmować jednocześnie...

A wreszcie, kiedy Łucja udzieliła jej już wszystkich objaś-nień, jakich potrafiła udzielić, Hiacynta wykrzyknęła z całym zapałem swojej niewinnej duszy:
- Ja też chcę przystąpić do Pierwszej Komunii! Chcę przyjąć ukrytego Jezusa! Ja też chcę z Nim rozmawiać!...

Podarowano jej obrazek przedstawiający Dobrego Pasterza. Pewnego wieczoru Hiacynta, wracając z pastwiska do do-mu, wyprzedziła przyjaciółki i wmieszała się w stado z jag-nięciem w ramionach.
Łucja zapytała:
- Co ty tam robisz, Hiacynto, między owcami?
A ona odpowiedziała pogodnie:
- Robię to, co Jezus, kiedy na tym obrazku, który mi dali, idzie między owieczkami i jedną niesie na ramionach.

W tym jest cała Hiacynta! Właściwie nic nadzwyczajnego. Wielka prostota, wielka niewinność, wielka czystość ser-ca... a więc to, co niezbędne, by "widzieć Pana" i zasłużyć sobie na Jego upodobanie.

"Fatima", I. Felici.