Wesoła, ul. Wiosny Ludów 46, 41-408, tel. 032 222 32 81

 

Strona główna
Patronka
Bp Piotr Greger
Ogłoszenia
Intencje
Informacje
Kancelaria
O Parafii
Duszpasterze
Grupy
Wydarzenia
Roczne
Sprawozdanie
Galeria

 

Serce otoczone cierniami

 
   

"Przybyłam prosić was, byście przychodzili tutaj przez kolejnych sześć miesięcy, trzynastego dnia każdego miesiąca"... - powiedziała świetlista Pani.

W miarę jak mijały dni, kończył się maj i wyznaczona data stawała się bliższa, pastuszkowie czuli, że ogarnia ich coraz słodszy niepokój i radosna trwoga.

„Pójdziemy, czy nie pójdziemy... pozwolą nam, czy zabronią... A Pani przyjdzie, czy nie przyjdzie..."

Jeśli o nich chodzi, byli zdecydowani pójść za wszelką cenę i nie wątpili, że Pani przyjdzie na spotkanie, tak więc w swoich codziennych rozmowach utwierdzali się nawzajem w swym przekonaniu, liczyli dni i z góry kosztowali rozkoszne wzruszenie tej błogiej godziny, pomimo całej wrzawy, jaką czynili wokół nich ludzie, pomimo zaczepek, oskarżeń, szyderczych uśmiechów, wyrzutów i tak dalej.

Nadszedł dzień 12 czerwca, a więc wigilia zapowiedzianego wydarzenia. Pod wieczór Hiacynta, przeniknięta zapałem, podeszła do mamy i powiedziała jej czule:

- Mamusiu, chodź jutro z nami do Cova da Iria, żeby zobaczyć Matkę Boską.

Trzeba pamiętać, że na 13 czerwca przypada świętego Antoniego z Padwy, że ten wielki święty, chociaż żył i umarł w Padwie, urodził się w Portugalii, że jego święto jest bardzo popularne i że liczne parafie, a wśród nich Fatima, obrały go sobie za patrona.

Był to więc w parafii dzień świąteczny i nie ulega wątpliwości, że Olimpia zamierzała wziąć udział w uroczystościach razem z dziećmi.

Ale Hiacynta nalegała:

- Nie idź na świętego Antoniego, chodź z nami do Cova da Iria.

- Więc nie zależy ci na tym, żeby uczcić świętego Antoniego? - zapytała mama, trochę niezadowolona z tego nalegania.

A Hiacynta odparła bez ogródek:

- Święty Antoni nie jest piękny.

- Dlaczego?

- Bo Matka Boska jest dużo, dużo piękniejsza... Idę, z Frankiem i Łucją do Cova da Iria. Jeśli potem Matka Boska powie, że mamy iść do świętego Antoniego, pójdziemy.

- Daj wreszcie spokój tym zmyśleniom, głuptasie. To na nic. Matka Boska nie ukaże się.

Ale Hiacynta powiedziała jeszcze bardziej zdecydowanie:

- A właśnie, że tak. Matka Boska powiedziała, że, wróci, więc na pewno wróci.

Jednak ta pewność córki nie przekonała matki, która następnego ranka poszła razem z mężem do Fatimy, a stamtąd do Pedreiras, gdzie odbywał się jarmark, pozwalając dzieciom robić, co się im spodoba. I także ten sposób postępowania każe przypuszczać, że ktoś jej doradził: "Zachowuj się tak jak gdyby nigdy nic i pozwól niech czas zrobi swoje; jeśli są to róże, rozkwitną".

Ale najbardziej zainteresowanym wystarczyło to w zupełności: zostawiono im wolną drogę.

(c.d.) Dnia 13 czerwca, we wspomnienie św. Antoniego, koło jedenastej cała trójka maszerowała w stronę Cova da Iria, a przed nimi i za nimi - jak opowiada kronika - szło jakieś pięćdziesiąt osób, (...) Łucja, Franek i Hiacynta po dotarciu na miejsce (opowiada jeden ze świadków) podeszli w stronę wielkiego dębu - tego, przy którym miesiąc temu oślepiła ich druga błyskawica - i klęknąwszy zaczęli odmawiać trzecią część różańca.

Kiedy skończyli, pierwsza wstała Łucja. Miała ramiona okryte szalem a na głowie białą chustę zgodnie z miejscowym zwyczajem. Poprawiła je, przybrała odpowiedni wyraz twarzy, jak zwykle robią kobiety z ludu zanim wejdą do kościoła, a potem odwróciła się wyczekująco w stronę wschodu.

Obecni zaczęli szemrać. Ktoś zapytał ironicznie na cały głos:

- Czy długo jeszcze trzeba czekać?

Łucja zrobiła znak przeczenia, a Franek i Hiacynta podpowiedzieli, że można by odmówić jeszcze jedną koronkę. Nagle Łucja wykrzyknęła:

- Już widać było błyskawicę, zaraz przyjdzie Pani - I pobiegła w stronę małego dąbka, a za nią ruszyli jej kuzyni.

Biała Pani stała na drzewku, zupełnie taka sama jak miesiąc wcześniej. I tak samo jak wtedy dzieci przyjęły postawę kogoś, kogo porwała nadludzka wizja. Oddajmy głos Łucji:

Znowu zobaczyliśmy odblask zbliżającego się światła (je właśnie nazywaliśmy błyskawicą) i wkrótce potem pojawiła się na dębie Matka Boska, zupełnie tak samo jak w maju.

- Czego oczekujesz ode mnie? - zapytałam.

- Chcę, żebyś przyszła tutaj trzynastego następnego miesiąca, żebyś codziennie odmawiała różaniec i żebyś nauczyła się czytać. Potem ci powiem, czego chcę.

Poprosiłam o uzdrowienie pewnego chorego. - Jeśli się nawróci, wyzdrowieje nim minie rok.

- Chciałabym prosić, żebyś zabrała nas do nieba.

- Tak, Franka i Hiacyntę zabiorę niedługo, ale ty zostaniesz tu jeszcze przez jakiś czas. Jezus chce posłużyć się tobą, żeby mnie poznano i pokochano. Chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca.

- Zostanę tutaj sama? - zapytałam z bólem.

- Nie, moja córko. Bardzo cierpisz? Nie trać otuchy. Nie opuszczę cię nigdy. Moje Niepokalane Serce będzie twoim schronieniem i drogą. która doprowadzi cię do Boga.

Wypowiadając te ostatnie słowa otworzyła dłonie i przekazała nam po raz drugi odblask tego ogromnego światła, w którym czuliśmy się jakby zanurzeni w Bogu. Hiacynta i Franek zdawali się przebywać w tej części światła, które wznosiło się ku niebu, ja w tej, które rozsnuwało się po ziemi. Przed prawą dłonią Matki Boskiej było serce uwieńczone koroną z cierni, które wydawały się w nie wbite. Zrozumieliśmy, że było to Niepokalane Serce Maryi znieważone grzechami ludzkości i że to serce chciało zadośćuczynienia?

(c.d.) Łucja nie powiedziała, że Matka Boska objawiła trzem swoim powiernikom tę część ich przyszłości pod zastrzeżeniem dochowania tajemnicy, której Franek, jak za poprzednim razem, nie usłyszał, a której Łucja i Hiacynta, chociaż wystawione na tysiące pokus, nie chciały nigdy wyjawić ograniczając się do stwierdzenia, że "była dla dobra wszystkich trojga, ale nie żeby stali się bogaci i szczęśliwi na tym świecie".

Dlatego w miarę upływu czasu pojawiało się coraz więcej domysłów na ten temat, a między innymi tych, które dotyczyły przyszłości trójki wizjonerów. I nie chodziło tu o ich wieczne zbawienie, gdyż Matka Boska obiecała im je już za poprzednim razem, ale raczej w przypadku Łucji o zachętę do porzucenia świata i wstąpienia do klasztoru, a w przypadku dwojga pozostałych o ich rychłą śmierć.

Tego, że tak było naprawdę, dowiedziano się bez najmniejszych wątpliwości w roku 1927, kiedy siostra Łucja, zachęcona przez swego przewodnika duchowego do złożenia jasnej wypowiedzi - a nawet do wypowiedzenia się na piśmie - została upoważniona do tego bezpośrednio przez Jezusa w Najświętszym Sakramencie w trakcie jednej z tych rozmów będących przywilejem jedynie dusz wybranych i mających miejsce tylko wtedy, gdy w grę wchodzą bardzo szczególne cele, wyjawiła wszystko.

(c.d.) Tajemnica powierzona wizjonerom z Fatimy na tym się nie kończy, ale "w tym, co dotyczy wszystkiego pozostałego - powiedział Łucji Jezus w Najświętszym Sakramencie 17 grudnia 1927 roku - masz zachować milczenie". Dopiero później wyjawiony został dalszy ciąg.

Wypowiadając ostatnie słowa Matka Boska otworzyła dłonie i po raz drugi zesłała na pastuszków to ogromne światło, w którym czuli się jakby zanurzeni w Bogu.

Z tych promiennych dłoni wiązka światła wzniosła się ku niebu; inna rozpostarta się na ziemi. Franek i Hiacynta zostali przeniknięci pierwszą, Łucja zaś drugą. Przed prawą dłonią Matki Boskiej było serce otoczone cierniami, które cisnęły nań i kłuły je ze wszystkich stron.

Wizjonerzy zrozumieli, że było to Niepokalane Serce Maryi "zasmucone mnóstwem grzechów świata i proszące o pokutę i zadośćuczynienie".

Pojęli to dzięki temu ogromnemu światłu które wprawiało ich w uniesienie.

W tym czasie wizja roztapiała się....

"Kiedy wizja zniknęła dzieci powróciły do domu, a ciekawscy bardzo szybko rozgłosili wszystko, co widzieli i słyszeli."

Ale co widzieli i słyszeli ciekawscy?

Słyszeli pytania Łucji i wszystko, co Łucja mówiła rozmawiając z Wizją, ale nie słyszeli odpowiedzi i niczego nie widzieli. Zauważyli tylko coś, co wszystkim wydało się bardzo niezwykłe. Był czerwiec i dąb był okryty młodymi delikatnymi i długimi gałązkami. Kiedy Łucja oznajmiła, że Pani odchodzi w stronę wschodu, wszystkie gałązki skłoniły się w tym kierunku jakby kraj niewidocznego płaszcza przesunął się po nich, muskając je i pochylając.

Wszyscy zauważyli to zjawisko. Ale musieli zauważyć także na twarzach wizjonerek tajemny odblask tego światła, które przeniknęło ich i przeobraziło.

I to przede wszystkim musieli rozgłaszać, kiedy szli pośpiesznie w stronę Fatimy, żeby wziąć udział przynajmniej w zakończeniu uroczystej Mszy ku czci świętego patrona.

"Fatima", I. Felici.