Wesoła, ul. Wiosny Ludów 46, 41-408, tel. 032 222 32 81

 

Strona główna
Patronka
Bp Piotr Greger
Ogłoszenia
Intencje
Informacje
Kancelaria
O Parafii
Duszpasterze
Grupy
Wydarzenia
Roczne
Sprawozdanie
Galeria

 

Biały obłok

 
   

Ponad dwa tysiące osób (według niektórych nawet cztery tysiące) rano 13 lipca wędrowało z rozmaitych stron ku Cova da Iria, żeby zobaczyć Matkę Boską.

Łucja, która została w domu z postanowieniem, że nigdzie nie pójdzie, kiedy przyszedł czas, żeby wyruszyć, jeżli chciało się dotrzeć w porę na miejsce, poczuła nagle, iż Jakaś nieprzeparta siła nakazuje jej wyjść z domu. Jakby prowadzona przez niewidzialną rękę wyszła i udała się do kuzynów.

Hiacynta i Franek klęczeli w swojej izdebce, modlili się
i płakali.

- Jakże to, nie poszliście? Już czas.

- Bez ciebie boimy się.

- Ja już idę.

Prowadziła ją niewidzialna ręka... I cała trójka ruszyła bez wahania, wraz z panem Marto, który widząc wielki tłum uznał, że byłoby nieostrożnie puszczać dzieci same.

Kiedy dotarli do Cova powitał ich szmer tłumu, który zrobił im przejście, żeby mogli podejść do dębu.

Dokładnie w południe przybyła Pani, poprzedzona tym razem jedną tylko błyskawicą.

Łucja, pozostająca jeszcze pod wrażeniem straszliwego uczucia, że może tu chodzić o diabelski wybieg, patrzyła nic nie mówiąc. Hiacynta ujęła ją za ramię i potrząsnęła spazmatycznie.

- Mów, Łucjo!... Nie widzisz, że już tu jest i chce z tobą rozmawiać?

Łucja zebrała się na odwagę i zadała to samo co zwykle pytanie:

- Czego ode mnie żądasz?

- Chcę - odparła Wizja - żebyście przyszli tutaj trzynastego dnia następnego miesiąca i żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec do Matki Boskiej Różańcowej, by uzyskać pokój dla świata i koniec wojny. Ona tylko, może was uratować.

(c.d.) Pastereczka, ciągle miotana straszliwymi wątpliwościami i oszołomiona tym wzburzonym, w znacznej części nieufnym, nieżyczliwie nastawionym tłumem, rzekła:

- Chcę prosić, żebyś powiedziała, kim jesteś, i żebyś uczyniła cud, aby wszyscy uwierzyli, że się nam ukazujesz.
Okazała nie lada przytomność umysłu i rzadko spotykaną zuchwałość...

Pani odpowiedziała:

- Przychodźcie tutaj co miesiąc. W październiku powiem, kim jestem, czego chcę i uczynię cud, który wszyscy będą mogli dobrze zobaczyć i dzięki temu uwierzyć.

Łucja nie była jeszcze w pełni zadowolona. Poprosili ją, żeby uzyskała uzdrowienie biednego kaleki, nawrócenie jednej z rodzin w Fatimie, świętej śmierci dla pewnego chorego z Atouguia, którego uznano za nieuleczalnego, i miała dość śmiałości, żeby tego wszystkiego zażądać.

Matka Boska oznajmiła, że nie uzdrowi kaleki; poleciła, żeby natomiast odmawiał on codziennie z całą rodziną różaniec, żeby chory się nie śpieszył, gdyż ona wie lepiej, kiedy należy przyjść, by go zabrać, że inne osoby uzyskają łaski, o które proszą w ciągu najbliższego roku, ale powinny odmawiać różaniec.

Tę zwięzłą odpowiedź nasyconą zbawiennymi naukami, wspaniałym duchem ewangelicznym bez trudu możemy przełożyć następująco: Lepiej postępować tak, żeby pójść do raju bez nóg niż do piekła z całym ciałem w doskonałym porządku.

Bóg jest Panem życia i śmierci. Niechaj więc postępuje według swojej woli, a wy powierzcie się Mu bez reszty.

Proście, a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą wam.

Tych rzeczy diabeł nie mógłby powiedzieć nawet (55) żartem.

Pani ciągnęła:

- Umartwiajcie się za grzeszników i powtarzajcie ciągle, a szczególnie kiedy dokonujecie ofiary: O Jezu, to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i dla zadośćuczynienia za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

Ale rozmowa na tym się nie skończyła, trwała w obecności zasłuchanego i zapatrzonego tłumu, który ujrzał w pewnym momencie, jak trójka dzieci blednie i drży, i odczytał z warg Łucji stłumiony okrzyk: "Ojej!"

Po krótkiej przerwie usłyszał, jak Łucja, ciągle zapatrzona w szczyt dębu niby zaczarowana, mówi:

- Niczego więcej ode mnie nie chcesz?

Odpowiedź, której tłum nie usłyszał, brzmiała:

- Nie, dzisiaj nie chcę niczego więcej.

- Ani ja! - wykrzyknęła Łucja jak ktoś, kto uzyska to, czego pragnął.

Rzeczywiście, jak miała potwierdzić później sama w zetknięciu z tym niebiańskim światłem wszelkie zwątpienie i wszelki niepokój zniknęły z jej duszy.

Lekka jak puch unoszący się w porannym powietrzu, Wizja oddalała się wznosząc ku słońcu.

(c.d.) Ludzie otaczający dzieci nie widzieli ani nie słyszeli ni poza słowami wypowiadanymi przez wizjonerkę. Ale wszyscy po raz pierwszy dostrzegli biały obłoczek, który spłynął na dąb, i zauważyli, że towarzyszy temu przyćmienie światła słonecznego i że potem obłoczek znika, a słońce odzyskuje swój blask.

W sumie ujrzeli znak z nieba i byli tym poruszeni. Dlatego też, kiedy ustąpiło oczarowanie wizją, rzucili się ku trójce pastuszków i tak się wokół nich stłoczyli, że pan Marto, lękając się, żeby mała Hiacynta nie została zaduszona, wziął ja na ramiona i torując sobie drogę łokciami zaniósł do domu.

W zbiegowisku pozostali Franek i Łucja. Ta ostatnia, w której widziano główną bohaterkę, musiała wziąć cały trud na siebie i odpowiedzieć na pytania ciekawskich.

- Dlaczego byłaś taka smutna?... Czemu w pewnym momencie wydałaś z siebie jęk, jakby ktoś zadał ci ból?

- To tajemnica.

- Dobra czy zła?

- Dobra dla nas trojga.

- A dla innych ludzi?

- Dla jednych jest dobra, dla innych zła.

Pomimo nalegań nie zdołano wydusić z niej nic więcej. I przez dwadzieścia pięć lat tajemnica, którą Matka Boska powierzyła dzieciom z wyraźnym zakazem przekazywania jej komukolwiek, pozostała dla wszystkich zakryta.

Dopiero w 1941 roku Łucja z czystego posłuszeństwa uzyskała pozwolenie nieba w opisany już sposób i zdecydowała się wyjawić tajemnicę na piśmie. I dlatego teraz cały świat ją zna, nie całą, ale jej dwie części, które najbardziej go dotyczą (chodzi o zbawienie dusz i nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi) podczas gdy trzecia ma - przynajmniej tymczasowo - być nadal zatajona do Bożej dyspozycji.

(c.d.) Przeczytajmy opowieść zapisaną własnoręcznie przez Łucję:

Wypowiadając te ostatnie słowa (Pani) znowu otworzyła dłonie, tak samo jak w dwóch poprzednich miesiącach. Wydawało się, że blask przenika ziemię, i ujrzeliśmy jakby morze ognia. Zanurzone w tym ogniu diabły i dusze były jak przezroczyste i czarne lub rozżarzone węgle o ludzkim kształcie płynące wśród pożogi, unoszone przez płomienie dobywające się z nich samych wraz z kłębami dymu, i spadały ze wszech stron, podobnie jak iskry podczas wielkiego pożaru, pozbawione ciężaru i równowagi, wśród krzyków, bolesnych i rozpaczliwych jęków, które budziły trwogę i wprawiały w drżenie ze strachu. (Właśnie przy tej wizji musiał wyrwać mi się okrzyk "Ojej!", który, jak powiadają, słyszano.) Diabły wyróżniały się przerażającymi i ohydnymi kształtami wstrętnych i nieznanych zwierząt, ale przezroczystych niby rozżarzone węgle.

Przerażeni i jakby szukając pomocy, podnieśliśmy wzrok na Matkę Boską, która powiedziała nam z dobrocią i smutkiem:

- Widzieliście piekło, do którego trafiają dusze biednych grzeszników.

Aby ich zbawić, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mojego Niepokalanego Serca. Jeśli uczynią to, co wam powiem, wiele dusz się zbawi i zazna pokoju. Wojna kończy się. Ale jeśli nie przestaną obrażać Boga, za pontyfikatu Piusa XI zacznie się następna, jeszcze gorsza. Kiedy zobaczycie noc rozświetloną nieznanym blaskiem, wiedzcie, że jest to wielki znak, jaki Bóg zsyła wam, iż ukarze świat za jego zbrodnie wojną, głodem i prześladowaniami Kościoła i Ojca Świętego.

Aby temu zapobiec, zażądam poświęcenia Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu i zadośćczyniącej Komunii w pierwsze soboty miesiąca. Jeśli wysłuchają moich próśb, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, rozsieje swoje błędy po całym świecie, doprowadzając do wojen i prześladowań Kościoła. Dobrzy będą umęczeni, Ojciec Święty będzie musiał dużo przecierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych. W końcu zatryumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która nawróci się, i zostanie dany światu jakiś czas pokoju. W Portugalii zawsze będzie zachowany dogmat wiary itd.

(c.d.) Zanalizujmy pokrótce tę opowieść wizjonerki zapisaną w 1941 roku z posłuszeństwa wobec swojego biskupa, a zaczerpniętą z jakże żywych wspomnień.

Kiedy Matka Boska napominała trójkę wizjonerów, żeby poświęcili się za grzeszników, otworzyła dłonie, podobnie jak podczas poprzednich objawień. Wiązka światła, która się z nich dobyła, zdawała się przenikać ziemię i dzieci ujrzały "jakby morze ognia".

Zanurzone w tym ogniu diabły i dusze były jak przezroczyste i czarne lub rozżarzone węgle o ludzkim kształcie płynące wśród pożogi, unoszone przez płomienie dobywające się z nich samych wraz z kłębami dymu, i spadały ze wszech stron, podobnie jak iskry podczas wielkiego pożaru, pozbawione ciężaru i równowagi, wśród krzyków, bolesnych i rozpaczliwych jęków, które budziły trwogę i wprawiały w drżenie ze strachu.

Straszny widok trwał tylko przez chwilę (dłużej dzieci nie byłyby w stanie go znieść) i on właśnie wyrwał Łucji z ust stłumiony okrzyk trwogi. Była to przerażająca wizja piekła. Wizjonerzy instynktownie podnieśli wzrok na Matkę Boską, jakby chcieli znaleźć w Niej schronienie i prosić ją o ratunek. A Ona odpowiedziała wtedy głosem smutnym i łagodnym:

- Widzieliście piekło, do którego trafiają dusze biednych grzeszników. Aby ich zbawić, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mojego Niepokalanego Serca.

Po ostrzeżeniu ich, żeby nie mówili o tym nikomu poza Frankiem zakończyła słowami:

Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie na zakończenie każdej tajemnicy: »0 mój Jezu, przebacz nam nasze winy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia«.

Od tego dnia potrójna inwokacja rozkwitała żarliwa rozedrgana na wargach trojga niewinnych dzieci proszących o zmiłowanie nad grzesznikami, o przyśpieszeni tryumfu tego Niepokalanego Serca, które jest naszym schronieniem i zbawieniem.

"Fatima", I. Felici.