Wesoła, ul. Wiosny Ludów 46, 41-408, tel. 032 222 32 81

 

Strona główna
Patronka
Bp Piotr Greger
Ogłoszenia
Intencje
Informacje
Kancelaria
O Parafii
Duszpasterze
Grupy
Wydarzenia
Roczne
Sprawozdanie
Galeria

 

Miła woń od Matki Boskiej

 
   

Po uwolnieniu z więzienia zostali powitani przez swoje rodziny z otwartymi ramionami, wśród pocałunków i łez radości.

To nieprawda, że nie myślano o nich…

Pani Marto wysłała poprzedniego dnia do Villanova jednego ze swoich starszych synów, żeby czegoś się dowiedział, a on wrócił i powtórzył to, co powiedzieli mu w ratuszu: „Niech będą spokojni, dzieci są pod dobrą opieką i nie brakuje im niczego”, a jeśli na tę wiadomość kobieta nieco się pokrzepiła na duchu nie jest powiedziane, że uspokoiła się całkowicie. Matka zmuszona iść spać, kiedy dwoje jej dzieci – jedno siedmio-, drugie ośmioletnie – jest poza domem, na łasce i niełasce fanatyka, z pewnością nie mogła zasnąć spokojnie.

Matka Łucji okazała się, przynajmniej pozornie, bardziej niewzruszona, zgodnie ze swoim charakterem i swoimi poglądami. „Jeśli to co ona twierdzi – powiedziała - jest fałszem, spotkała ją zasłużona kara, jeśli jest prawdą, Matka Boska będzie miała ją w swej pieczy.”

I myślała słusznie, ale nie jest powiedziane, że także ona nie cierpiała w duszy.

Teraz jednak, kiedy dzieci pojawiły się całe i zdrowe, bez żadnych śladów prześladowań i nawet ze zwycięskimi minami, wszyscy byli naprawdę zadowoleni i słuchali ze zdumieniem i wzruszeniem tego, co opowiadały z naiwną prostotą…

(c.d.) „Wszystko dobre, co się dobrze kończy” – powiada stare przysłowie.

A jednak w głębi serc wizjonerów tkwił mały kolec, gdyż nie mogli zobaczyć Matki Boskiej i musieli czekać cały miesiąc zanim przejrzą się w Jej pięknym obliczu.

Z ostrożnością nikomu nic o tym nie mówili, ale między sobą ciągle poruszali ten temat.

- Miesiąc… Jak to długo, cały miesiąc! Jak pięknie byłoby zasnąć i obudzić się w przeddzień tego błogosławionego dnia…

A jednak stało się inaczej! Ich postawa zasługiwała na nagrodę i otrzymali ją.

W niedzielę 19 sierpnia Łucja, Franek i Janek, jego starszy brat, paśli stado w miejscu zwanym Valinhos (dolinki) blisko Aljustrel. Nagle spostrzegli, że jaśniejące światło słoneczne przygasa, jak to zdarzyło się w Cova da Iria podczas objawień, i Łucja ujrzała jeden jedyny błysk zapowiadający nadejście niebiańskiej Pani. Mając całkowitą pewność, że Pani przyjdzie, powiedziała Jankowi:

- Biegnij i zawołaj Hiacyntę. Szybko!

Janek pobiegł i w mgnieniu oka znalazł się z powrotem razem z siostrą.

Łucja, która w tym czasie widziała drugi błysk, wykrzyknęła:

(c.d.) - Jest! Jest!

Rzeczywiście, po krótkiej chwili – relacjonuje Łucja  - ujrzeliśmy Matkę Boską nad dębem.

- Czego żądasz ode mnie?

- Chcę, żebyście nadal chodzili do Cova da Iria trzynastego dnia miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec. Ostatniego miesiąca uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.

- Co ma być z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?

- Zrób dwie nosiłki. Jedną noś razem z Hiacyntą i dwiema innymi dziewczynkami, a drugą niech nosi Franek z trzema innymi chłopcami. Pieniądze z nosiłek są na święto Matki Boskiej Różańcowej, te zaś które pozostaną, są przeznaczone na kaplicę, która zostanie zbudowana.

- Chciałabym prosić Cię o uzdrowienie kilku chorych.

- Tak, kilku uzdrowię przed upływem roku.

I przybierając smutniejszy wyraz twarzy:

- Módlcie się, módlcie się dużo i dokonujcie umartwień za grzeszników, gdyż wiele dusz idzie do piekła, bo nikt nie chce się umartwiać za nie i za nimi wstawiać. – I jak zwykle zaczęła wznosić się w kierunku wschodnim.

Jak opowiedzieli później sami wizjonerzy, Matka Boska najpierw uskarżała się na tych, którzy przeszkodzili im udać się do Cova da Iria w dniu przez nią ustalonym, dodając, że z tego powodu cud obiecany na październik będzie mniej efektowny. Znowu napomniała ich, żeby odmawiali różaniec i udali się do Cova da Iria w dwa najbliższe miesiące, ustalonego dnia i godziny. Na koniec odpowiedziała ujmująco na kilka pytań jakie zadała jej Łucja…

Wizja trwała tyle samo co zwykle i była także tym razem przeznaczona tylko dla trojga zaufanych. Janek widział tylko, że dzieci klękają, słyszał to, co mówił Łucja, a kiedy wykrzyknęła: „Już odchodzi, spójrz, Hiacynto” poczuł jakby wybuch racy. Nic poza tym.

(c.d.) Wizjonerzy zawsze powstrzymywali się przed zrywaniem liści i gałązek z dębu w Cova da Iria, w odróżnieniu od tego, co robili bez żadnego umiaru inni ludzie, ale tym razem bez wahania ucięli gałązkę, na której, jak się wydawało, postawiła niepokalane stopy Matka Boska bo chcieli zanieść ją sobie do domu.

Kiedy dotarli na miejsce, na progu stała ich ciotka i rozmawiała ze znajomymi.

- Ciociu – wykrzyknęła Hiacynta, jak tylko ją zobaczyła, wymachując przy tym radośnie gałązką – znowu widzieliśmy Matkę Boską!

- Och, co za historie! – skarciła ją szorstko ciotka. – Nic tylko ciągle widzicie Matkę Boską. Jesteście oszustami i tyle. Nie przemówiła wam więc do rozumu lekcja, jakiej udzielił wam burmistrz?

- Ale przecież ją widzieliśmy – nalegała Hiacynta. – Spójrz tylko ciociu, miała jedną stopę tu, a drugą tam – i pokazała gałązkę, której liście wydawały się załamane prawie pod kątem prostym, jakby rzeczywiście coś na niej się lekko, ale długo opierało.

- Co za kłamczuchy!... Dajcie, niech no spojrzę.

Ledwie pani Maria Róża ujęła gałązkę w dłoń, wszyscy obecni poczuli, że dobywa się z niej dziwny, miły zapach.

To zjawisko wywarło wielkie wrażenie na kobiecie. Tak dotychczas upartej w swoim niedowierzaniu i sprawiło, że popadła w zamyślenie.

I od tego momentu przestała dręczyć Łucję i nie pozwalała nawet, żeby inni ją dręczyli.

Miała zwyczaj mówić:

- Nie wiemy, ile w tym wszystkim jest prawdy, ale nie umiemy też dowieść, że to fałsz. W niektórych sprawach lepiej zachować ostrożność, a zwłaszcza nie należy z nich żartować, bo… chodzi tutaj o świętych, a może o coś więcej…

Zaczęła w sumie traktować sprawę poważnie dzięki temu, co moglibyśmy nazwać delikatnym napomnieniem z nieba.

"Fatima", I. Felici.