Wesoła, ul. Wiosny Ludów 46, 41-408, tel. 032 222 32 81

 

Strona główna
Patronka
Bp Piotr Greger
Ogłoszenia
Intencje
Informacje
Kancelaria
O Parafii
Duszpasterze
Grupy
Wydarzenia
Roczne
Sprawozdanie
Galeria

 

Zapach świętości

 
   

Kiedy tylko nastał dzień, wiadomość o śmierci wizjonerki z Fatimy rozeszła się w mgnieniu oka po całej Lizbonie, wzbudzając wszędzie najwyższy i pełen wzruszenia smutek.

W tym czasie niewinne ciało, umęczone chorobą i uświęcone przez umartwienie, ubrano w białą suknię z błękitną przepaską (strój do Pierwszej Komunii), złożono na marach i przeniesiono do pobliskiego kościoła Świętych Aniołów, gdzie zaraz rozpoczęła się pobożna i okazała pielgrzymka wiernych.

Wszyscy chcieli zobaczyć „aniołka”, pocałować go, dotknąć przedmiotami dewocyjnymi albo uzyskać jakąś relikwię.

Aniołek leżał sobie z różowymi wargami i policzkami, pełen pogody, piękniejszy jeszcze niż za życia… A ludzi na ten widok ogarniał zachwyt, zapał, radość.

Ktoś zauważył, że w powietrzu unosi się miły zapach jakby wonnych kwiatów. Zbadano skąd pochodzi, i okazało się, że dobywa się ze zwłok. "To zapach świętości" - powiedzieli. I wszyscy, rozmodleni i przejęci drżeniem, nabrali przekonania, że słodka istota "musi być świętą".

Zapach świętości...

Podczas swego pobytu w sierocińcu wypowiedziała pewnego dnia taką oto sentencję: "Aby zostać siostrą, trzeba być bardzo czystą na duszy i ciele". A kiedy matka Godinho zapytała ją, czy wie, co to znaczy być czystą, odpowiedziała: "Wiem, Wiem, być czystą na ciele to znaczy dochowywać czystości, a być czystą duchowo to znaczy nie grzeszyć, nie patrzeć na rzeczy, na które nie powinno się patrzeć, nigdy nie kłamać, zawsze mówić prawdę, nawet jeśli dużo to nas kosztuje".

W tym okresie wypowiedziała również inne wielkie sentencje (szczególnie wielkie w ustach ledwie dziesięcioletniej pasterki), na przykład następujące:

"Wojny nie są niczym innym, jak karą za grzechy świata".

"Grzechami, które najwięcej dusz prowadzą do piekła, są grzechy nieczystości"...

"Gdyby ludzie wiedzieli, czym jest wieczność, robiliby wszystko, co w ich mocy, żeby zmienić swoje życie".

"Lekarze nie mają światła pozwalającego uzdrawiać chorych, bo nie mają miłości Boga".

"Kapłani winni zajmować się tylko sprawami Kościoła i dusz".

„Matka Boska nie może już podtrzymać nad światem ręki swego ukochanego Syna. Trzeba pokutować. Jeśli ludzie skruszą się, nasz Pan wybaczy światu, ale jeśli nie zmienią życia, spadnie na nich kara".

"Kapłani muszą być czyści, bardzo czyści! Nieposłuszeństwo kapłanów i zakonników wobec swych przełożonych i Ojca Świętego bardzo nie podoba się Panu”.

"Kochana mateczko, unikaj przepychu, nie uganiaj się za bogactwem, ukochaj święte ubóstwo i milczenie, bądź bardzo miłosierna, także wobec ludzi złych, o nikim nie mów źle i uciekaj od tych, którzy źle mówią o swoich bliźnich".

"Bądź bardzo cierpliwa, bo cierpliwość prowadzi nas do raju".

„Jezusowi są bardzo miłe umartwienia i ofiary".

(c.d.) Kto Hiacyntę tego wszystkiego nauczył? Sama odpowiedziała na to pytanie: "Matka Boska", dodając, że niektóre wymyśliła, bo bardzo lubiła rozmyślać. Ale rozumiemy doskonale, że także tych ostatnich nie mogły jej podpowiedzieć "ciało ani krew".

Duszami czystymi są te dusze, które widzą wysoko i daleko.

Zapach świętości!

Wypowiadała także proroctwa, które następnie dokładnie się sprawdziły i które ujawniają nadprzyrodzoną inspirację.

Kiedy pani Olimpia przyszła odwiedzić córkę, przełożona, rozmawiając z nią o tym i owym, zapytała, czy byłaby zadowolona, gdyby jej córki zostały zakonnicami.

- Niech mnie Bóg broni! - wykrzyknęła w odpowiedzi matka Hiacynty.

Hiacynta, której nie było przy tej rozmowie, powiedziała później mateczce:

- Matce Boskiej byłoby mile, gdyby moje siostry wstąpiły do zakonu, ale mama tego nie chce, więc Ona rychło po nie przyjdzie.

I rzeczywiście dwie siostry miały wkrótce umrzeć.

Jeden z lekarzy, który ją leczył, poprosił ją pewnego razu, żeby wstawiła się za nim do Matki Boskiej.

- Chętnie - odparła. Ale potem, przypatrując mu się, dodała:

- Ale pan wkrótce podąży za mną.

To samo powiedziała innemu lekarzowi, który polecał jej modlitwom siebie i swoją córkę:

- Także wy pójdziecie za mną. Najpierw pańska córka, a później pan, panie doktorze. - I rzeczywiście tak się stało.

Również o pewnym księdzu, który uznawany był za przykładnego kapłana, wypowiedziała bez wahania swoje wręcz przeciwne zdanie.

- Jakże? Co też mówisz?

- Sami zobaczycie.

I aż nazbyt dobrze zobaczono, że wizjonerka miała rację.

(c.d.) Łaski, dary, przywileje, również te, które teraz okryła już wieczna tajemnica, i powabny zapach, jaki dobywał się z małych zwłok, świadczyły o tym, że te czyste członki stały się żywą świątynią Ducha Świętego.

Hołd czci i wiary trwał bez przerwy przez trzy i pół dnia.

Dwudziestego czwartego lutego koło południa trumna, otoczona ogromnym pobożnym tłumem, przemierzyła ulice miasta między dwoma znieruchomiałymi szeregami ludzi, aż do stacji kolejowej, skąd wyruszyła do Ourém.

Tutaj nastąpił kolejny tryumf, a następnie wonne zwłoki zostały pogrzebane w grobowcu rodziny baronów Alvajazere, która była zaszczycona tym, że mogła w rodzinnym sanktuarium gościć śmiertelne szczątki istoty noszącej znaki Bożego Królestwa.

W szlacheckiej kapliczce zwłoki Hiacynty pozostawały przez 15 lat, dopóki władze kościelne nie postanowiły, żeby przywrócić je rodzinnej ziemi razem z doczesnymi szczątkami jej braciszka, Franka, i pogrzebać na cmentarzu w Fatimie, w prostym grobowcu z miejscowego białego kamienia. Na pomniku wyryte zostały słowa biskupa z Leiria: „Tutaj spoczywają doczesne szczątki Franka i Hiacynty, którym objawiła się Najświętsza Maryja Panna”.

(c.d.) Franek, a przede wszystkim Hiacynta odeszli z tego świata w zapachu świętości i uważa się, że wiele łask zostało zyskanych dzięki ich orędownictwu.

Kompetentne władze kościelne dekretem z 21 grudnia 1949 roku poleciły wszcząć badanie heroiczności cnót dwojga małych wizjonerów. Był to wstęp do kanonicznej procedury mogącej wynieść na ołtarze dwoje dzieci, które wybrała sobie Matka Boska, a cierpienie spaliło.

Postanowiono także przenieść ich relikwie z cmentarza do bazyliki i kanoniczne rozpoznanie zwłok miało miejsce 30 kwietnia 1951 roku.

Ciało Hiacynty, nie naruszone w trumnie, zostało przeniesione do bazyliki 1 maja tegoż roku i złożone w otwartym już grobowcu pod posadzką nawy bocznej, po stronie Ewangelii.

Więcej trudu kosztowało odnalezienie autentycznych relikwii Franka. Na skromnym cmentarzyku, w pierwotnym wykopie musiały być złożone inne zwłoki, dlatego dopiero w lutym 1952 roku przy ostatnim kopaniu poszukiwawczym udało się odnaleźć trumnę z drobnymi kośćmi – bardzo uszkodzonymi wskutek wilgoci - które rodzina rozpoznała jako należące do Franka, również dlatego, że był przy nich jego jeszcze nie naruszony różaniec.

Także on spoczywa teraz w bazylice fatimskiej, w grobowcu takim samym, jak grobowiec siostrzyczki i symetrycznie położonym po stronie Lekcji, dokąd jego relikwie zostały przeniesione 9 marca 1952 roku.

Oba grobowce są stale przykryte kwiatami. Reszta jest w ręku Boga.